Bez kategorii / co robić w domu / lifestyle

Zdobywanie nowych umiejętności. Zostań e-samoukiem.

Musiałam siedzieć w domu, jak wszyscy. Po raz pierwszy mieszkanie w bloku zaczęło być przytłaczające, a wiosenna świeża zieleń i kwitnące drzewa wzywały niczym syreny wołające marynarzy.

Zatęskniłam za przestrzenią, za kawałkiem działki z daleka od innych ludzi, gdzie mogłabym swobodnie  łapać  promienie słońca, za przyrodą, kwiatami, bzyczeniem owadów i śpiewem ptaków. Nagle zaczęłam odczuwać brak tego, co brałam w moim życiu za pewnik.

Zaczęłam wyszukiwać sobie zajęcia, aby skupić się na czymś innym. Na pierwszy plan, bardziej z potrzeby niż z zainteresowania, wysunęły się dwie nowe aktywności.

Jak stworzyłam szklarnię na parapecie i ogród na balkonie

Tuż przed pandemią kupiłam bukiet goździków, który dzielnie trzymał się przez miesiąc w wazonie. Kiedy jednak musiałam w końcu go wyrzucić, w salonie zrobiło się jakoś smutno. Skoro nie można było wychodzić, a po ulicach jeździła policja z głośnikami wyrzucającymi z siebie ostrzeżenia dotyczące koronawirusa, postanowiłam przyprowadzić wiosnę do mieszkania.

Zamówiłam nasiona kwiatów, ziół i warzyw, skrzynki balkonowe i ziemię do kwiatów. Poczytałam w internecie trochę o roślinach i ich uprawie. Zasiałam pomidory cherry, truskawki, rzodkiewkę,  paprykę, goździki, maciejkę, heliotrop, jeżówkę (ehinaceę), majeranek, bazylię, mieszankę polnych kwiatów. Postawiłam wszystko na parapecie od najbardziej nasłonecznionej strony mieszkania.

Codzienne dbanie o rośliny i podglądanie jak się rozwijają sprawiało mi dużo radości. Było też relaksującym elementem w ciągu dnia pracy. Nie wszystko powschodziło, niektóre roślinki uschły, ale ta część, która przetrwała, teraz pięknie wygląda na balkonie. Pomidorki i papryka mają już całkiem spore owoce, na razie zielone, ale jeszcze trochę i będzie można je zrywać. Truskawki rosną bardzo powoli, ale producent nasion obiecał owoce jeszcze w tym sezonie, więc cierpliwie czekam i sprawdzam jak rosną.

Zajęłam się również kwiatami, które miałam w mieszkaniu. Rozsadziłam skrzydłokwiat i anturium do kilku doniczek. Nawet storczyk, który od roku nie chciał kwitnąć, tylko wypuszczał kolejne piętra liści, wreszcie wypuścił dwa pędy z kwiatami. Od rodziców wzięłam odnóżki kilku kwiatów i zasadziłam u siebie. Nigdy nie miałam tylu roślin w mieszkaniu, ale dbanie o nie to naprawdę przyjemność.

Jak zostałam „fryzjerką”

Kilka lat temu miałam długie włosy i pewnego dnia wpadłam na pomysł, że sama je sobie podetnę. Znalazłam film na YouTube jak to zrobić, kupiłam nożyczki fryzjerskie i spróbowałam. Najpierw trochę, potem stwierdziłam, że za mało, więc skróciłam kolejny raz. Chyba nie wyszło za dobrze, bo fryzjer nie miał potem za bardzo pola manewru, aby zrobić mi jakąś rozsądną fryzurę – górne partie włosów za bardzo skróciłam. Tak wyglądało moje pierwsze w życiu samodzielne obcinanie włosów. I wydawało się, że ostatnie.

Gdy zamknięto salony fryzjerskie, a zapasy magazynowe strzyżarek do włosów szybko zostały wykupione, nożyczki miały okazję się znowu przydać. To, że włosy mi urosły, aż tak mi nie przeszkadzało, trochę je podcięłam i tyle. Natomiast osoby w mojej rodzinie, które mają krótkie włosy, już nie czuły się komfortowo ze swoimi fryzurami. Podjęłam się więc strzyżenia innych. Jeśli coś poszłoby nie tak, przecież włosy odrosną. Czego tu się bać?

Najpierw znowu poszedł w ruch YouTube. Na początku obcinałam końcówki włosów na sucho o kilka milimetrów i tylko tam gdzie wyraźnie odstawały. Efekt? Słabo widoczny, ale zawsze jakiś.

Dopiero chyba przy trzecim strzyżeniu po kilku tygodniach zaczęłam ciąć na mokro. O ile łatwiej! Włosy odgarnięte jedną stronę, nie spadają, nie mieszają się z aktualnie obcinanymi. Znalazłam też film na YouTube o tym jak obcinać krótkie damskie włosy z dokładnym instruktażem jak wydzielać strefy włosów na głowie oraz które pasma pod jakim kątem obcinać. Nie wyszło perfekcyjnie, ale jak na pierwszy raz wyjątkowo dobrze. „Klientka” była zadowolona J

W końcu też  udało mi się kupić strzyżarkę do włosów i wypróbowałam ją przy męskiej fryzurze. Wyszło super!

Oglądając filmy na YouTube i próbując naśladować fryzjerów dużo się nauczyłam o temacie, o którym nigdy nie pomyślałam, że powinnam się go nauczyć. Miałam dzielnych „klientów”, którzy mi zaufali i zaakceptowali pewne niedoróbki przy pierwszych próbach. Nauczyłam się czegoś nowego, a oni mieli lżej na głowie i czuli się bardziej zadbani.

Nie mając wprawy, obcinanie włosów zajmuje mi dużo czasu (raz nawet 2 h w upał – spocić się można bardziej niż na treningu). Chcę jednak zrobić coś dobrze, a nie szybko. Może z czasem będę miała większą wprawę. Albo wreszcie zaczniemy chodzić do prawdziwego fryzjera 🙂

 

Zdobywanie nowych umiejętności

Bogactwo wiedzy w internecie o tym jak coś zrobić umożliwia zdobywanie nowych umiejętności za darmo. Możesz zostać e-samoukiem. Wystarczy trochę czasu, cierpliwości i odwagi, aby po prostu spróbować. Pierwsze próby pewnie będą nieudane, ale stopniowo będzie szło coraz lepiej. Co prawda praktyka czyni mistrza, ale jeśli nie chcesz osiągać mistrzostwa, tylko po prostu spróbować czegoś nowego, to też dobrze. Ważne, aby wzbogacać się o nowe doświadczenia i wiedzę. A potem może znajdzie się kolejna rzecz, którą wypróbujesz i się zakochasz na zawsze albo tylko na chwilę.

Photo by Aw Creative on Unsplash.com